CZEKOLADOWE ŻYCIE

Sobota

Od niepamiętnych czasów, pierwszy weekend w domu. Trochę nuda, Hamburczyk przyjechał w czwartek. Ja wróciłem w piątek ze szkolenia.

Na miejscu, jak zwykle ocean alkoholu i ludzi kręcących się po domu. Zawsze tak jest kiedy on się zjawia.

Co do szkolenia to uznaje za udane, zwłaszcza, że nie musiałem tułać się po Polsce środkami komunikacji publicznej. Na koniec szkolenia trener sam podszedł do mnie i zaproponował, że podwiezie do miasta …. gdyż sam z niego pochodzi. Miło prawda? Podróż tez miła :) Za udanym szkoleniem przemawia również fakt, że zakupy pamiątek były nie lada przyjemnością. Zwłaszcza że osobiście zamykałem galerię handlową.

Zatem do domu wróciłem dość wcześnie, a tu na kosiarce Hamburczyk, miły widok. Mimo wszystko byłem zmęczony, a on wymyślił grilla na kolację. Oczywiście całością musiałem zająć się osobiście, gdyż on pod wpływem oraz niezmiennie zajęty. Na koniec padłem na łóżko, dosłownie na chwilę, żeby zebrać myśli przed kąpielą. Obudziłem się o 4:30! W opakowaniu.

Wstałem dziś o 10, ale jakoś tak dziwnie nie miałem nastroju na nic. Późnym popołudniem postanowiłem sporządzić bombę kaloryczną. Ciasto czekoladowe. Spisałem wszystkie składniki  i zrobiłem zakupy. Pierwsze miejsce na liście zakupów było wino. Potem czekolada w niesamowitej ilości, a następnie reszta składników ciasta. Wróciłem i zabrałem się za wino. Kiedy już humor mi się poprawił otworzyłem tabliczkę czekolady. Zrobiło się słodko. Gdyby nie to, że w sklepie spotkałem Złotówę i pochwaliłem się, że robię ciasto, darowałbym sobie pieczenie. Ale niestety Złotówa zapowiedziała, że się zjawi na degustację. Nie było innego wyjścia. Pod wpływem wina rozpocząłem produkcję ciasta czekoladowego. Kieliszek wina za kieliszkiem, rozpierducha w kuchni jakby ktoś atomówkę zrzucił. Czekolada wszędzie, na mnie, na ścianach, na suficie, podłoga się lepi, głowa boli. Po godzinie koszmarnej mordęgi wsadziłem cisto do piekarnika i wyszedłem na ogród posłuchać opowieści o lwie co przekroczył ruską granicę. Takie historie można usłyszeć jedynie wśród znajomych hamburczyka. Ciasto się upiekło, Złotówa pochwaliła jak przyszła, a ja skończyłem butelkę. Będzie jutro głowa boleć, tak myślę.

I co właściwie ja tu pierdole? Nie wiedzę na oczy.

Kroywen

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>