bla bla bla i w ogóle

Sobota

Kiedy? Pytam. Kiedy i kto wykradł mi z życia cały tydzień? I jakiego Wesołego Alleluja? Drą te ryje. Przecież jeszcze nie zdjąłem lampek choinkowych z biurka! Co to za święta znów? To już przesada, tylko by świętowali, a pracować nie ma komu. Potem wygląda to wszystko jak wygląda.

wielkanoc

Zeszły tydzień był bardzo pracowity. Odnoszę wrażenie, że mieszkam w pracy. I tak będzie jeszcze przez najbliższe dwa tygodnie. Jak na pracę której nienawidzę, to zdecydowanie za dużo jej poświęcam. Przez zmęczenie pracą opuściłem parę treningów. Jestem w polu. Trzeba będzie zaczynać od początku, a czasu mało zostało do słońca i plaży. Mam jeszcze cichą nadzieję, że ominą mnie targi na koniec kwietnia, choć Cazu Królowa zastrzegła, że mamy być w gotowości. Książę Tysio będzie musiał wymyślić kreację i fryzurę. Nasza wspólna Top Hairdresser, moja i Karolowej, orzekła ostatnio, że powinienem zapuścić brodę. Albo się puścić, nie pamiętam, bo wiadomość ową Karolowa mi przekazywała. Jeśli chodzi o zapuszczanie, to trochę lipa, bo po pierwsze, co drugi chodzi zarośnięty, a po kolejne musiałbym pogadać z Kobietą z Brodą jak ona to robi. Bo ja za cholerę porządnego zarostu nie posiadam. Co do puszczania się, to choćbym chciał wszystko trzyma jak na uwięzi, albo nikt zwyczajnie odpowiednio się nie zakręcił. Ponoć każdy się kiedyś puści, nie można kurczowo trzymać się życia.

jajco2

Kroywen

Kochasz mnie i wiatr

Poniedziałek

Oj ciężki to był poniedziałek! Humorek był, a i owszem, brakowało mi w dłoni jedynie piły mechanicznej, by dokonać zbrodni na każdym kto po rękę wpadł.

Wszystko było pięknie, jeszcze wczoraj. Wróciłem do domu szczęśliwy, gdyż niespodziewanie, wyjazd się udał. Nawet Katarzyna z Drewna zadowolona z mojej wizyty. Zabrakło czasu na wszystko, było intensywnie i szalenie. Było super… Do czasu gdy przekroczyłem próg domu. Czar prysł i Książę Tysio zmienił się w żabę.

Czasem się zastanawiam, jak to jest możliwe, że wystarczy jeden gest, słowo czy uczynek, by wytrącić człowieka z równowagi i to na długo, skoro trzymało mnie do dzisiejszego przedpołudnia. Nie pomogło nawet to, że wczoraj zażyłem prochy, by szybko usnąć i rano obudzić się wypoczęty.

Przeszło mi dopiero popołudniu, wyszedłem na kawę z Vice Prezesową. Wszystko się wyciszyło i wróciło do normy. Tylko nie mów nikomu, że pożarłem spory kawał ciasta w kawiarni. Bo jeszcze rankiem zrobiłem scenę, że nie jem słodyczy i pogoniłem dziewczynkę z ciastem. Bidula przyniosła ciasto na wkupne, po pierwszej wypłacie. Biedny też Karol na diecie, wepchał w siebie dwa kawałki, żeby sprzed oczu zabrać mi smakołyk, bo afera się dopiero rozkręcała.

Do tego dziś Pani K. pokazała mi zdjęcie na którym wyraźnie widać jak powyżej pasa, spływa mi, niczym lawa z wulkanu, ogromna fałda tłuszczu. Piętrzy się i opiera na pasku. Na drugim zdjęciu dwie ogromne szynki zamiast pleców. Koszmar. Karolowa mówi, że przesadzam, ale swoje wiem, a dzisiejszego ciasta popołudniem odmówić nie mogłem. Ponieważ Vice Prezesowa przy nadziei i nie było sposobności robić scen w publicznym miejscu.

Po spotkaniu w końcu trafiłem do oddziału swojego banku, by pozamykać konta, których już nie używam, a za które systematycznie płacę. Przy okazji zlikwidowałem też jedną kartę kredytową. I jestem z siebie dumny. Teraz mam znacznie mniejsze limity. Zobaczę czy przeżyję. Nie mam pojęcia z czego mam jeszcze zrezygnować. Samochód sprzedałem, bo generował znaczne koszty. Zlikwidowałem zbędne rachunki bankowe, za które co miesiąc płaciłem. Zrezygnowałem z karty kredytowej, by nie robić długów. Ograniczyłem wydatki na żywność. Zrezygnowałem z kolejnej wizyty u Doctora America. Przerywam leczenie ostatecznie. Pół roku leczenia i nie wiedzę poprawy, wręcz odwrotnie. Wydaje mi się, że jest gorzej. A co miesiąc Doctor America pożerał 700 zł. Napisałem do niego, że odwołuję wizytę przed świętami i zapytałem czy mogę ewentualnie wrócić do terapii jesienią. Oczywiście nie wrócę, ale niech chłop ma nadzieję na lepsze jutro. Pora do końca pogodzić się ze wszystkim. Zamknąć wszystko do końca i czekać. Czekać dni ostatnich, by złożyć swe boskie ciało w złotą trumnę. Ahoj

Kroywen

Bawię się świetnie

Czwartek

Ostatni wpis przed weekendem. Może zjawię się po i napiszę co też słychać było w stolicy Pyrlandii. Jadę do Katarzyny z Drewna w odwiedziny. Choć obiecałem sobie, że ostatnim razem był ostatni raz. Lecz ona taka namolna, i kiedy przyjedziesz i kiedy przyjedziesz. Paulina pojechała na narty w Alpy więc chata wolna, Katarzynie w to graj. Jadę zatem, nie bynajmniej dla Katarzyny z Drewna ino na szał zakupowy, muszę odstresować obie kontrole.

Rozmawiałem wczoraj z Mecenasem i polecił mi, abym odwiedził w Poznaniu lokal dla „Panów”. Bo siedzę na tej wsi i zupełnie zamykam się w sobie. Powiedziałem mu niech sobie sam idzie i się otwiera. Nie potwierdził przybycia, wynika z tego że będę sam.

Co do Stolycy, to dziś skończyli kontrolę, dzień przed terminem. Protokół, gotowy i podpisany. Jest na czysto, wszystko pięknie, jak i ja piękny.

O smutnych sprawach wprost nie napiszę, bo mi przykro. Wspomnę tylko, że dzień był nerwowy (ogólny stan przedzawałowy), ale i wesoły jednocześnie (głupawka przed piątkowa, jutro będzie dopiero ta właściwa). Niestety dzień pracy skończył się, jak skończył, zrobiło mi się przykro i łezka w oku się kręciła. Takie życie, był czas przywyknąć. Jeszcze nie udało mi się wytępić w sobie naiwności, bardzo pracuję nad sobą. Muszę w końcu zapamiętać, że przyjaźń nie istnieje.

Znów żrę jakiś szajs i tyje. Czas zabrać się za siebie!

To co? Będę się zbierał. Jak mi przyjdzie nastrój to znów napiszę.

Kroywen

Nagroda Darwina

„Pomyślałam, jakie to dziwne, że życie obrasta człowieka nieproszone niczym chwast. Z początku człowiek mówi sobie, że nie będzie żył w ten czy inny sposób, wydaje mu się, że jest wolny, ale nie pamięta prawie o drobnych wyborach, których stale dokonuje. Z latami życie stopniowo zamyka się wokół człowieka, twardniejąc jak skorupa, osaczając ze wszystkich stron, obwarowując meblami, długami, nawykami, wpędzając w coraz ciaśniejsze kanały, aż człowiek stwierdza, że nie ma żadnego już wyboru i może tylko aż do końca dreptać w jednym kierunku.”

Judy Budnitz

Środa

Mózg rozjebany….

Nie mam sił na nic. Bosze jak ciężko jest się pozbyć zmęczenia psychicznego. Tylko dobry seks. Ktoś chętny?

Milusińscy moi, wyszkoleni przeze mnie telefonicznie, błyszczeli na kontrolach i wszystko wyszło ładnie pięknie. Nawet Pan Zbysio, z początku nieufny, rozkręcił się jak zawsze i zdążył opowiedzieć historię od początku wielkiego wybuchu, jak powstawał kosmos, aż po dzień dzisiejszy. Nawet podkręcałem atmosferę zadając dodatkowe, merytorycznie uzasadnione pytania. Cóż dwa bankructwa, jedne myśli samobójcze, to nie przelewki. Ale już wszystko dobrze, Pan Zbysio stoi na czterech łapach. Tylko mało mu kasy jeszcze.

Wróciłem umordowany i spięty mimo wszystko. Stolyca blada ze zmęczenia, tak bynajmniej stwierdziła Piękna, czyli kierownik, gdy ich zobaczyła jak wróciliśmy. Powiedzieli jej, że oddaję serce pracy, co widać jak pracuje z ludźmi. Hmm mi nic nie powiedzieli, tylko sapali nad uchem i zaglądali w papiery.

Dziś Monika napisała że w ciąży, i że zostanę wujkiem. Poszalały wszystkie naokoło, tylko płodzą. A robić nie ma komu. Prezesowa na wychowawczym, vice w trakcie rozwoju płodu. Po dzisiejszym dniu napisałem do vice, że od jutra ja staram się zajść w ciążę i biorę zwolnienie na dwa lata. Bo jak słoń w ciąży będę chodził. Odpisała, że nie ma nic przeciwko i jeszcze postara się o nagrodę Darwina dla mnie.

Właśnie sprawdziłem co miała na myśli:

Nagrody Darwina (ang. Darwin Awards) – corocznie przyznawane w wyniku głosowania w internecie „nagrody”. Mają one wyłącznie charakter symboliczny i nasycone są czarnym humorem, a nazwane są nazwiskiem twórcy teorii ewolucjiCharlesa Darwina, by upamiętnić osoby, które przyczyniły się do przetrwania naszego gatunku w długiej skali czasowej, eliminując swoje geny z puli genów ludzkości w nadzwyczaj idiotyczny sposób.

Innymi słowy, warunkiem nominacji do „nagrody” jest bezdzietna śmierć kandydata w wyniku jego własnej głupoty lub okaleczenie się pozbawiające możliwości reprodukcji.

Cudnie, zawsze mogłem liczyć na jej inteligencję, za to ją szalenie kocham i piszę szczerze.

Nie ma seksu idę zrobić pranie.

Kroywen

„Jest już późny wtorek, a ja nadal jestem wczesnym poniedziałkiem. Czuję się jak coś, co kot przywlókł ze śmietnika.” Kurt Vonnegut

Wtorek

Nie wyspałem się…

Czy wiesz, że mam w pracy kontrolę ze Stolycy? No to już wiesz. Jutro zabieram ich na szare drogi powiatu. Będą pastwić się nad moimi milusińskimi. Ubieram trampki, dżiny i bluzę, ciekawe czy oni pod krawatem wystąpią. Szybko im przejdzie ochota na elegancję, gdy zaczną biegać po piwnicach, garażach i budowach. Na deser, koniec dnia, zostawiłem im rodzynka. Pana Zbysia. Pan Zbysiu potrafi prowadzić monolog sam ze sobą przez nieprzerwane czternaście godzin, nie opadając z samozachwytu. Ja się uodporniłem na puste pierdolenie. Wiem co zrobić, by dostać to czego chcę, oni niech się męczą.

Wracając do wczoraj. Nie napisałem żadnej wiadomości, milczę. Pan z drugiej w nocy też milczy. I z bani.

Nie pozwolić motylom sfrunąć w dół! „Każdy ranek Tobie dam, do kolacji żalu dzban. Wypijemy sam na sam. Ty tu, ja tam. Do dna. Przewiduję każdy ruch i uprzedzam myśli chłód.”

gej

Kroywen

 

Nigdy nie zapomnij! kim jesteś

Poniedziałek

Co powinienem mu odpisać?

Czysta kartka…

chyba to nic nadzwyczajnego,

mam pustkę w sobie. Nie czuję emocji, nie czuję myśli. Jedynie obojętność. Czy powinienem się zachować tak jak mnie wychowano i grzecznie odpowiedzieć na zadane pytania? Na kilka wyrazów, wyświetlonych na monitorze. Czy może zwyczajnie ominąć wszystko i przejść dalej do porządku, nie wracając do tego co było lub miało być?

Po co napisał, piękne słowa, wspomnienia i czułe struny? Napisane o drugiej w nocy z końca świata, z tęsknoty? Za czym, za kim? Wszystko już zapomniane, po latach. Ja spałem, on myślał o mnie. A w mym śnie uciekałem, ukrywałem się, bo bałem się śmierci, taki miałem sen.

Pomyślę o tym jutro, niech wisi w próżni. „W przestrzeni między wyrazami” czeka odpowiedzi.

Zresztą, nie będę analizował. Pewnie miał bezsenną noc, i pewnie tak jak ja, kreśli wtedy myszką kwadraty po monitorze, by w końcu z cholernej nudy napisać słowa bez znaczenia.

A pies go ruchał.

Tylko dziś tysiąc snów wyśnię. Jakby ktoś do kubła białej farby wlewał czarny kolor i mącił, mącił… tworząc szarą codzienność.

Kroywen

Już mi niosą trumnę z welonem

Środa

Zjawiam się znów w wolnej chwili. Jak widać jestem niesystematycznie spontaniczny. Nie chce mi się opisywać wszystkiego od początku, skąd, kto, jak i dlaczego. Bo kogo to? Wszak liczy się finał!!! A koniec jest taki, że obecnie, wedle świata zewnętrznego, żyję w związku partnerskim z niejaką Panią K. Po niedzielnym wypadzie do opery zostaliśmy ostatecznie okrzyknięci PARĄ ROKU. Wszystko przez to żeśmy się wystroiły w najlepsze niedzielne ciuchy, włosy zrobiły, buty wypastowały i pod rękę paradowały po wielkim mieście. Co nie uszło uwadze gawiedzi, spragnionej jawności życia władzy. Czyli nas. Choć to nie wyjście awaryjne, to fikcja musiała być prawdopodobna skoro stała się prawdą. A podłość ludzka, w tym przypadku, nie zna granic, gdyż w poniedziałek rano wiadomość obiegła całą firmę, że my, że razem, że blisko. A my takie niewinne, jedynie wspierały się wzajemnie, bo na obcasach po bruku ciężko, bo zimno i wiatr pod kiecę zawiewa. Na deser o wszystkim dowiedział się Pan Z. oficjalny i jedyny partner Pani K., który za przyzwoleniem i zgodą do opery nas wypuścił. Pan Z. milczy i trawi. Martwi mnie jedynie to, że Pani K. spodobała się taka wersja, pewnie chce pograć na nosie Panu Z. coby zazdrością zapałał. Biedny tylko ja, bo na koniec jak zwykle w zęby dostanę. Prostować nie ma co, bo winny się tłumaczy. Tymczasem…

Już mi niosą trumnę z welonem
Już plotkary czekają z muzyką
Ksiądz do taktu zamiata ogonem
„Mendellshonem” stukają obcasy

Jeszcze czarnym kotem sypną na szczęście
Gości tłum coś fałszywie zażyczy
Złoty krążek mi wcisną na szyję
I powiozą mnie windą do piekła

 

Kroywen

I po Rumaku Białym

Czwartek

 

We wtorek, gdy kończyłem pisać notkę w pamiętniku, zadzwonił telefon. Choć późną porą, odezwał się kupiec, co kaczkę tę chciałby upiec tzn. kupić, i nie kaczkę tylko białego rumaka. Jechał on, jechał, ten z kupiec z daleka, przed północą dojechał. I całe szczęście, bo po północy zmieniam się w potwora. Oglądał, pukał, odpalał i gasił w końcu powiedział – „biere jak stoi”. Wyszło na to, że stał, bo Rumak sprzedany. Łezka w oku się zakręciła, gdy odjeżdżał, by dać szczęście innym. Taki człowieczy los, zwyczajny, rumaczy.

To było na tyle z rzeczy radosnych. Tyle też notki. O rzeczach smutnych nie dziś

Kroywen

material girl

Wtorek

Wczoraj wystawiłem na sprzedaż swojego Białego Rumaka. Serce się kroi. Tyle wspomnień. I jak każdy facet trochę kocham swoje auto, choć mnie wku….wia, ale kto jest idealny? Nie spodziewałem się też, że będzie taki odzew, po godzinie miałem już 5 propozycji kupna. Szkoda tylko, że po cenie złomu. Jakże miałbym oddać swoje czterokołowe cudo za pół darmo? Nic to, jeśli nie uzyskam godnej Rumaka ceny, na wiosnę w prezencie auto dostanie Zygmunt Bobek. Niby królikowi auto zbędne, lecz z wiosną będzie miał świetną kryjówkę do robienia bobków.

Wczoraj też, zwyczajowo już, jak na każdy początek miesiąca przystało, zalogowałem się na swoje konto w banku i zupełnie dobrowolnie przelewałem na konta obcych ludzi różne kwoty. A mnie po co te pieniądze? Niech inni się cieszą. Temu parę złotych, tamtemu parę stówek i tym sposobem na koncie zrobiło się pusto. A dziś Helenka z elektrowni zrobiła mi niespodziankę i przysłała domiar. Nie mogła wcześniej? Jak jej teraz wyczaruje dwie stówki? Będzie musiała poczekać, tylko to zaraz takie mściwe się robi, jak nie dostaje kasy. Upomina się i grozi jak minie termin. A taka sympatyczna ta Helenka, tak, że w zeszłym miesiącu przelałem jej o 50 groszy więcej, na rozpustę. I oto jakie podziękowanie. W przyszłym miesiącu będę musiał zrobić jakieś losowanie, komu co w pierwszej kolejności, bo na wszystkich nie wystarczy. Ponauczali się i teraz ręce wyciągają.

Przecudowny jest mój brat rodzony. Pół roku temu sfinansował pewien mój zakup, dostałem odroczony termin płatności. Dziś się okazało, że pół roku żyłem w błędzie i nieświadomości, gdyż kwota ta, na chwilę obecną jest większa o stówkę. O pieniądzu! Czemuś ty tak uległy deflacjom, inflacjom i innym rynkowym prawom. Wszak na wstępie transakcji nie było mowy o kosztach dodatkowych czy odsetkach. Chyba, że znów nie przeczytałem drobnego druczku. Wiedzieć trzeba, że z rodziną nie robi się najlepszych interesów. Szkoda tylko, że ja przez ponad rok nie wpadłem na pomysł, by wystawiać mu faktury za obsługę prawno – księgową jego, zlituj się Panie, firmy. Tylko siedziałem i dziobałem.

Tak jakoś materialnie się zrobiło. Ale ja jestem strasznym materialistą, więc pretensje nie do mnie. Wracając do temu pieniądza. Karolowa dziś wynalazła sklep internetowy, w którym zaopatruje się jej super trendy fryzjerka, do której i ja osobiście czekam na termin, nawiasem mówiąc. Top Hairdresser kupuje tam swoje super lanserskie kosmetyki do włosów. No i Karolowa wynalazła pastę do modelowania włosów za dziewięć dych. Pytam się jej czy to kilogram tej pasty, czy co? A ona na to że dziesięć gram. Ale jest cudowna i sama wszystko układa, ta pasta za dych dziwięć. Trzeba będzie więc zamówić cały zestaw, przecież mam pierdol…a na punkcie włosów. Muszę tylko debet zwiększyć, to i dla Helenki z elektrowni się coś skapnie.

mareial girl

Kroywen

Będziemy się łączyć

Ufff ciężko

nie pamiętam soboty, tzn. wiem że była, bo przecież rano wstałem. Zjadłem śniadanie, wykonałem tysiące czynności i nawet zrobiłem zakupy. Tylko „późnej” jakoś się tak rozmywa. Obudziłem się dziś rano o 13, na szczęście we własnym łóżku. Sprawdziłem telefon, wyłączony, bateria się wyczerpała. Dopiero po godzinie 16 miałem odwagę go włączyć i zajrzeć. I nic. Nie wysłałem żadnych kreatywnych wiadomości, połączenia wykonane tak samo nudne jak zawsze, zdjęć brak. Zatem nic ciekawego się nie działo?

Wszystko zaczęło się od mojej Złotówy. Wróciła z zagranicy i zaprosiła mnie na popołudniową herbatkę. Z mężem spędziła bite dwa tygodnie, więc miała go serdecznie dość, on zresztą też, jak zdążyłem na trzeźwo zauważyć. Może dlatego zaproponował butelkę czerwonego wina na podgrzanie atmosfery. Pewnie by się tak skończyło, gdyby nie przyjechał Marecki z wysokoprocentowym alkoholem. Wino się ulotniło, zatem trafił w 10. Na naszą zgubę Złotówa nie wystawiła na stół nawet krakersów, jedynie szkło. Ostatnie co pamiętam to butelki z piwem i to jak Marecki opowiadał suchary.

Czuję się jak w opowieściach o uprowadzeniu przez kosmitów w stylu – „Wyszedłem do zagrody sprawdzić czy kurnik zamknięty, nagle zabłysły światła, potem nic nie pamiętam, obudziłem się rano w objęciach koguta.” Może nie przeżyłem aż takiej przygodny, ale dziura w pamięci daje do myślenia. Postanawiam nie drążyć tematu. Podsumowując nudny weekend, stwierdzam, że raz na jakiś czas urwany film dobrze wpływa na postrzeganie samego siebie. Co jesteś w stanie zrobić gdy nie panujesz nad świadomością? Czy wszystko staje się wtedy obojętne? Czy jesteśmy pewni swoich reakcji i akcji? Czy znasz siebie Panie Kroywen?

Jedynie Zygmunt Bobek spogląda litościwie w oczekiwaniu na choć blade zainteresowanie swojego Pana.

Kroywen